W połowie grudnia temperatury były na tyle wysokie, że wygoniły mnie z domu na dwie zasiadki, których celem było przetestowanie jednego z produktów sponsora Dolnośląskiej Ligi Spławikowej - firmy Harison. Na przedzimiu przetestowałem zanętę Gold Line Płoć, a efekty mile mnie zaskoczyły.

Kilka zdań o łowisku

Łowiskiem na jakim testowałem wyżej wymieniony produkt był najniżej położony staw w miejscowości Wilkanów. Jest to akwen który słynie ze sporej ilości drobnego leszcza, a najczęściej łowione są osobniki w przedziale (50-250g.). Poza tym gatunkiem złowić można jeszcze bardzo ładne płocie nawet do 300 gramów, a także karpie. Głębokość stawu oscyluje w granicach 70-200cm, a dno z reguły jest twarde, choć gdzieniegdzie można trafić na delikatną warstwę mułu.

 

Katalogowy opis zanęty

"Zanęta Gold Line Płoć charakteryzuje się drobną granulacją mieszanki. Intensywność zapachu tworzy kompozycja aromatów czekoladowego i waniliowego. Dodatkowo zanęta została wzbogacona ziarnami oleistymi, które znacząco podnoszą jej skuteczność nęcenia."

 

Od siebie dodam, że zanęta którą spotkałem w paczce w 100% zgadzała się z tym opisem.

 

 

Sesja nr 1

Pierwszą sesję treningową zaplanowałem na sobotę 12 grudnia. Przed wyjazdem na oddalone o 5 kilometrów łowisko przygotowałem zanętę, glinę oraz potrzebne robactwo. Do wiader trafiło 200g wcześniej wspomnianej zanęty płociowej Harisona, a także po kilogramie gliny Argile czarnej, ziemi torfowej oraz gliny Double Leam. Ta ostatnia miała służyć do podania jokersa. Przed domoczeniem spożywki odsiałem z niej najgrubsze frakcje, gdyż o tej porze roku mogłyby bardzo szybko nasycić ryby. Można było brać się za namaczanie zanęty oraz glin. Po chwili wszystko było przygotowane, więc połączyłem spożywkę z mieszanką Argili i ziemi torfowej.

 

Zanęta, oraz gliny jakich używałem

 

Cały majdan był już w samochodzie, więc można było ruszać w drogę. Termometr w aucie pokazywał 5 stopni powyżej zera, a góry w nocy zostały przykryte białym puchem. Nie wiedziałem czego mogę się spodziewać w takich warunkach. Po cichu liczyłem, że uda mi się dobrać do dorodnych płoci, które udawało mi się łowić tylko od końca marca do początku maja. W pozostałych miesiącach kompletnie nie chcą współpracować, jakby zapadły się pod ziemie.

 

Najniżej położony staw w Wilkanowie

 

Gdy już dojechałem na miejsce i przytargałem cały sprzęt na stanowisko, to zabrałem się za rozłożenie kombajnu, tyczki, topów i pozostałego osprzętu. Przygotowałem dwa topy do łowienia i oczywiście top do kubka. W jednym z topów zamontowany był amortyzator o średnicy 0,6mm, natomiast w drugim 0,8. Wybrałem miejsce w najgłębszej części stawu. Byłem zmuszony do łowienia maksymalnie na jedenastu metrach, ponieważ za plecami miałem gęste krzaki i tyczkę wycofywałem pod kątem. Gruntowanie pokazało, że pod kijem mam około dwóch metrów głębokości. To jak dokładnie wyglądały moje zestawy do łowienia przedstawia rysunek poniżej.

 

Wszystko było przygotowane, więc ulepiłem 9 kul zanęty z gliną i ziemią torfową do których dodałem niewielką garść jokersa. Pierwsze trzy kule miały jako pierwsze zacząć pracować i zwabić jak najszybciej ryby w łowisko. Kolejne trzy zostały przeze mnie domoczone, aby nieco później zaczęły się obmywać, a do ostatnich kuli dodałem niewielką ilość bentonitu. Dwie ostatnie konsystencje miały dłużej rozmywać się w łowisku, abym nie musiał zbyt szybko donęcac, gdyż nie wiedziałem jak o tej porze roku ryby będą reagować na kule spadające im na głowę. Ulepiłem jeszcze 4 kule gliny Double Leam ze 150ml jokersa i wszystko podałem dokładnie w punkt za pomocą kubka zanętowego.

 

 

O godzinie 11:00 rozpocząłem łowienie i kilka minut później mam pierwsze branie, jednak ryba zaraz po zacięciu się spina. Potem przez dłuższy czas wpatruję się w nieruchomy spławik i zaczynam kombinować. Najpierw kładę kilka centymetrów przyponu na dnie, a gdy to nie przynosi brań, to szukam ryb nad dnem. Dalej jestem bez ryby więc po 30 minutach donęcam jedną kulką gliny z jokersem. Spławik 0,4g nie chce nawet drgnąć, więc sięgam po drugi top ze spławikiem 0,6g, ale ten zestaw również jest nieskuteczny. Wracam więc do finezyjnego zestawu i kładę 7 centymetrów przyponu na dnie. W końcu po 45 minutach od pierwszego brania spławik delikatnie przytapia się co kwituję zacięciem i po delikatnym holu pierwszy leszczyk ląduje w podbieraku. Kolejne wstawienie zestawu przynosi drugą rybę, a jest nią okoń, któremu do wymiaru brakuje 2 milimetrów. Jako trzecia w siatce melduje się płoć mierząca 22cm. Myślałem, że już udało mi się ściągnąć płocie w łowisko, jednak kolejnymi rybami były już tylko i wyłącznie leszcze. Nie były jakimiś olbrzymami, ale do najmniejszych także się nie zaliczały, a największy bremes jakiego złowiłem mierzył około 30cm.  Widać również było, że gdy temperatura wody spada, to ryby są dużo mniej waleczne niż w cieplejszych porach roku. Po 150 minutach łowienia brania się urwały. Donęcanie co 15 minut na przemian raz mieszanką zanęty z gliną, a raz gliną z jokersem nie przynosiło porządanych efektów. Po trzech i pół godzinie zakończyłem łowienie. W siatce miałem 25 ryb, co dało mi wynik w granicach 2500 gram.

 

Połów pierwszego dnia

 

Przed kolejny testem płociowej zanęty Harisona musiałem zmodyfikować moją mieszankę oraz taktykę tak, aby szybciej ściągnąć ryby w nęcone miejsce, a także utrzymać je do końca sesji. 

 

Sesja nr 2

 

Taką pogodę zastałem 18 grudnia nad wodą

 

Sześć dni później ponownie zawitałem na tym samym łowisku i po raz kolejny wybrałem to samo miejsce. Wszystko miałem dokładnie tak samo przygotowane co niecały tydzień wcześniej, a jedynym wyjątkiem była mieszanka zanętowa zanęta. Jak pisałem wcześniej chciałem szybciej ściągnąć ryby w łowisko i przytrzymać je do samego końca wędkowania. W tym celu do suchej zanęty, którą uprzednio odsiałem z najgrubszych frakcji dodałem w stosunku 1:1 Glinkę Bum Bum Górka, a następnie wszystko domoczyłem do odpowiedniej konsystencji. Do jokersa przygotowałem bez zmian pół paczki gliny Double Leam. Po wypiciu przez zanętę wody domoczyłem ją drugi raz i przetarłem przez sito, po czym połączyłem z mieszanką gliny Argile i ziemi torfowej w stosunku 1:3.

Dodatek Glinki Bum Bum miał za zadanie uwalniać w okolicy dna obłok, dzięki któremu zainteresowanie ryb miało być większe. Ulepiłem dokładnie tyle samo kul, co na pierwszej sesji i o godzinie 10:30 podałem je wszystkie przy pomocy kubka zanętowego. Dziesięć minut później oczekiwałem już na pierwsze branie, ale podobnie jak 18 grudnia ryby nie współpracowały od samego początku. Chwilę później w zanęconym miejscu pojawiły się pierwsze leszczyki. Początkowo brania były rzadkie, a delikatna fala połączona ze światłem słonecznym powodowała prawie zerową widoczność delikatnej antenki mojego spławika. Przez blisko pół godziny musiałem zacinać w ciemno i przez to na początku byłem mało skuteczny. Gdy słońce przesunęło się w stronę zachodu i przestało utrudniać łowienie moja skuteczność uległa poprawie. Tym razem donęcałem rzadziej, bo co 30 minut i widać było, że jest to dobra taktyka, gdyż ryby z każdą minutą rozkręcały się i brały coraz lepiej w mniejszych odstępach czasowych. Po 2 godzinach urwał mi się mój najskuteczniejszy zestaw i byłem zmuszony zmienić go na nieco bardziej toporny ze spławikiem 0,6g ze szklaną antenką. Ryby brały nadal, jednak wiele brań pudłowałem i spora ilość ryb spadała z haczyka podczas holu. Mimo iż ryby cały czas współpracowały, to musiałem kończyć łowienie o godzinie 13:10. Mój wynik był porównywalny do tego sprzed tygodnia, mimo iż łowiłem godzinę krócej. Oznacza to, że mieszanka zanęty Gold Line Płoć w połączeniu z Glinką Bum Bum sprawdziła się dużo lepiej.

 

 Połów drugiego dnia

 

Jak widać zanęta w późnojesiennych warunkach sprawdziła się znakomicie i całkowicie nie zgadzam się z niepochlebnymi opiniami, które niejednokrotnie słyszałem nad wodą. Są one jedynie efektem złego przygotowania mieszanki do konkretnych warunków.

 

Tekst i foto: Mateusz Dubik